Nocna premiera Diablo III – czyli jak tego nie robić!

14.05.2012 odbyła się nocna premiera Diablo 3 w Złotych Tarasach w Warszawie.

Kto był ten wie, że poziomy są tam dwa. Niższy gdzie zawsze odbywają się imprezy jak już są i chodniczek piętro wyżej czyli poziom 0.

Na poziomie -1 odbywała się główna impreza. Scena, panowie z Blizzarda i namioty gdzie można było o godzinie 0 zakupić grę, po czym udać się do Blizzardowców po autografy. Tam już od godziny 14 formowała się kolejka do namiocików (koniec końców niewiele to dało), ponieważ Ultima.pl skopała sprawę i posprzedawała 4 osobom tą samą kolekcjonerską edycję. Tak więc chętnych zjechało się troszeczkę by zakupić swój egzemplarz. Ludzie otrzymali kilka gadżetów na dzień dobry (świecące rogi. AYE!). Na scenie odbywały się konkursy z nagrodami, rozmowy o grze oraz pokazywanie znanych już filmików (swoją drogą największy aplauz dostała długonoga hostessa jak weszła na ową scenę).

Ja się zainstalowałam w kolejce po grę na poziomie 0 – boczne wejście do empiku. Kolejeczka się formowała dość sprawnie, atmosfera miła, ludzie w różnym wieku spokojnie gadający o grach, miejsce zaklepane to i można było się przejść i pooglądać resztę atrakcji, ogólnie sielanka.

Do czasu…

Tutaj organizacyjny horror się ukazuje ponieważ kolejki ani na dole ani na górze nie były zorganizowane – brak barierek czy ochrony przy wejściach. Na poziomie -1 ludzie mdleli z braku powietrza i naporu tłumu. Piętro wyżej nagle obok nas zaczęły się pojawiać osoby które nie czekały ponad 3 godzin w kolejce – chcieli wejść na tak zwanego „chama”. Uformowała się komitywa czekających i blokowała osoby nie stojące tam wcześniej. Jednym słowem cała atmosferę piknikową szlag trafił, a szkoda bo miło było…

Godzina 0! Zostałam wbita w szklane drzwi empiku, dostałam czyimś łokciem w żebra i na jakiś czas straciłam czucie w lewej ręce. Ochroniarze za nic nie mogli dać sobie rady z napierającym tłumem, wpuszczali 3-4 osoby naraz po czym 3! Słownie TRZECH ochroniarzy musiało zamykać drzwi – pomijając oczywiście fakt, że tylko jeden z panów tam zasługiwał na to miano bo 2 pozostałych to były jakieś chuchra. Udało mi się wejść w trzecim „rzucie”, kupić kolekcjonerkę, dostać bonusową koszulkę i się ewakuować innym wyjściem razem z eskortą ochroniarzy… Wspominałam że panowie niepełnosprytni (inaczej nie mogę tego ująć) chcieli klientów którzy zakupili swoją grę wypuszczać tym samym wejściem gdzie tłum wbijał mnie radośnie w szybę? Osoby które były wewnątrz przetłumaczyły panom że „e no mowy nie ma”, my na zewnątrz wymownie popukaliśmy się w czółka i ochroniarze otworzyli wyjście główne ze Złotych Tarasów. W kilka osób, jak wcześniej wspomniałam, pod eskortą, bezpiecznie wydostaliśmy się z tego przybytku.

Zajrzałam oczywiście co się dzieje na poziomie -1 a tam normalnie „szał ciał”! Dziwie się że barierki wytrzymały pod naporem tych ludzi… Nie wiem czy były takie przypadki że trzeba było wzywać pogotowie, oby nie. Wolałam się ewakuować do domu bo pudło ogromne a nie chciałam stracić 350 zeta bo komuś się nie udało dostać tego co miałam w torbie…

Podsumowując organizatorzy się nie popisali! Nie przy organizacji zakupu gry w każdym razie. Kolejki powinny być wyznaczone i odgrodzone od reszty gapiów, żeby nie było tego co się działo w tym przypadku. Ja rozumiem że mało jest tego typu imprez w naszym zacnym kraju, ale dlaczego do jasnej anielki nie brać przykładu z zachodnich sąsiadów którzy wiedzą jak to się robi?

Mam szczerą nadzieję iż organizatorzy wyciągną wnioski z tego wieczoru i nie popełnią więcej tych samych błędów lub nie organizują tego w ogóle. Bo tratowanie ludzi przez innych ludzi nie jest żadną frajdą…

A oto moje łupy wojenne!

    

~DevilYoko

PS: Jeśli ktoś z czytających zna pana o ryżo-bląd włosach, koszuli w kratę i plakietką Diablo III Prasa (też umiem sobie taką wydrukować) oraz pana kamerzystę latającego za nim (do niego akurat nic nie mam), co drażnił ludzi w kolejce przy wejściu do empiku w dość niemiły sposób przy ciężkim naporze na drzwi o godzinie 12 oraz wcześniej biegając po całym empiku z kolekcjonerką w łapie. Proszę mu przekazać moje najszczersze wiedźmińskie pozdrowienie: “Idź i wychędoż się sam” ;]

| Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Mass Effect 3 – Koniec historii Shepard.

Zaczynam trochę od zadka strony bo Mass Effect 3 jest w sumie zakończeniem historii Shepard, ale jest to najświeższe i wywarło na mnie największe wrażenie na ten moment.

W późniejszym terminie zapewne opiszę ME1 i ME2 jak będę na bieżąco po raz kolejny przechodzić (czekam na dysk do x-a więc może to trochę potrwać…).

Powiedzmy, że ochłonęłam po pierwszym i drugim przejściu ME3, jak i po obejrzeniu dwa razy tego „zakończenia”… I tak „obejrzeniu” bo inaczej nazwać tego się nie da.
Ale od początku.

Mass Effect 3 jako uwieńczenie trylogii jest, co tu dużo gadać ciekawe, intrygujące, dobrze zrobione ale z pewnymi zastrzeżeniami ale o nich na końcu.

Pierwsze co się rzuca w oczy to zdecydowanie poprawiona grafika w porównaniu do ME1 i ME2, nowy silnik oraz graficy się postarali. Mimika twarzy też lepsza ale i w tym przypadku nie zabraknie „rape face” członków załogi oraz Shepard.

Nad mechaniką walki nie będę się rozwodzić, ot dobre rozwiązania dla TPS. Nasz bohater się turla, przeskakuje między osłonami, atakuje zza nich itd., itp. Każda broń potrzebuje innego podejścia i wywiera inne wrażenie. No i nareszcie mamy jakiś porządny melee attack czyli Omni Blade (skojarzenia z FFVII są jak najbardziej poprawne), wygląda efektownie i jest efektywne, koniec z dziwacznym wywijaniem zabójczym łokciem Shepard! W zależności od poziomu trudności który wybierzemy przeciwnicy zachowują się rożnie. W każdym razie na insanity nie można się opędzić od wrogów którzy jeszcze na dodatek obchodzą naszą drużynę z flanki. Jest znacznie trudniej jak w poprzednich częściach.

Walka jest przyjemna jeśli do tego się jest fanem FPS i TPS warto zagrać tylko dla niej.

A jeśli o mnie chodzi, ja gram w tą grę z powodu fabuły i świata przedstawionego więc głównie na tym się skupię.

Po wydarzeniach z Arrival DLC Shep zostaje zawieszony/a w obowiązkach i w areszcie domowym. Dokładnie 6 miesięcy po tym Ziemię odwiedzają Reaperzy, nieśmiertelne maszyny które co 50,000 lat wyniszczają co bardziej zaawansowane technologicznie organiczne życie (wytłumaczenie dlaczego tak robią spowodowało, że biłam dłuższą chwilę głową o ścianę…). Pomijam oczywiście, że Shepard od dobrych kilku lat cała galaktyczną społeczność próbował/a ostrzec przed niebezpieczeństwem ale po co wierzyć człowiekowi co uchronił Cytadelę przed zniszczeniem (kocham radę Cytadeli, naprawdę).

Tak więc Ziemia w gruzach, a Shep wysłany/a na Cytadelę przez Andersona by zjednoczyć wszystkie rasy galaktyki do walki przeciwko wspólnemu wrogowi! Ale najpierw na Marsa!

W drużynie będziemy mieli w tej pierwszej większej misji VS (Virmire Survivor czyli Kaidan/Ashley) oraz nową postać do galerii Jamesa Vegę (chłop 2 na 2 z głosem Princa Jr. daje ciekawe połączenie). Na Czerwonej Planecie mamy zbadać proteańskie ruiny ale okazuje się, że nasz przyjaciel z ME2 też już tam myszkuje czyli witaj Cerberusie i Człowieku Iluzjo (w skrócie TIM). Po drodze przebijając się do archiwum i odpierając zarzuty VS o współpracy z TIM-em napotykamy Liarę. Jeśli przeszliśmy LotSB będzie o tym wzmianka, w przeciwnym wypadku dowiemy się że nasza ulubiona Asari jest Shadow Brokerem (dla mnie ona to po prostu niebieski stalker). Parę dobrych minut zajmie nam przebijanie się przez Cerberus Troops, dotarcie do archiwum, pogadanie z TIM-em, pogoń za Evą Core, a misję wieńczy prawie śmiertelny atak Core na VS. No teraz to już na Cytadelę lecieć musimy, innego wyjścia nie ma co by nasz przyjaciel nam nie padł…

Większość misji głównych wygląda podobnie, zmieniają się tylko przeciwnicy, czyli Cerberus Troops, oddziały Reaperów no i Gethy.

Na Cytadeli stajemy przed radą, oczywiście nadal nam nie ufają mimo że mamy plany Crucible i trzeba zacząć to budować, oni zaś zamiast myśleć „globalnie” myślią o własnych czterech literach (to jest frustrujące tak od ME1).

I chwila na krytykę (może być długo).

Wybory których dokonujemy miały ponoć mieć znaczenie, więc czemu do wszystkich diabłów Udina jest radnym skoro wybrałam Andersona?! Ja wiem że kanonicznie Udina jest radnym, (tak czytałam książki) rozumiem również że Anderson to wojskowy a nie polityk i rozumiem czemu zrzekł się tej funkcji szczególnie w momencie jak pojawiają się kosiarki na ziemi. Teoretycznie, jak najbardziej logiczne ale to jest jedna z pierwszych rzeczy która pokazuje nam w tej grze że nasze wybory to tak średnio są ważne a dominuje kanon.

Całościowo gra jak już wspominałam jest niezła. Są niedociągnięcia ale są też kompletne bzdury niezgodne z tym czego dowiedzieliśmy się na koniec ME1/ME2. I tak mówię tu o zakończeniu.

Te 15 minut gry które psuje całkowicie jej obraz. Od momentu dostania z radosnej wiązki Harbringera (który sobie po tym jakby nigdy nic odlatuje w siną dal), mamy do czynienia z absurdem, do tego stopnia, że fani wymyślili sobie teorię indoktrynacji. Otóż kosmiczny dzieciak (WTF!?) oświadcza nam iż stworzył Reaperów (czyt. sztuczną inteligencję) by niszczyła rozwiniętą cywilizację co jakieś 50k lat by istoty organiczne nie stworzyły sztucznej inteligencji (sic!), która obróciłaby się przeciwko nim i ich zniszczyła – tylko ja uważam, że to kompletna brednia?!

Co zabawne nasz dzieciaczek nie zauważa jakoś, że da radę zaprowadzić pokój między maszynami a „ludźmi” – co osobiście zrobiłam – zero wzięcia pod uwagę tej decyzji, jednej z ważniejszych poniekąd.

Jak uzbieramy dostateczną ilość War Assets mamy aż trzy możliwe zakończenia/wybory. I następna gafa BW bo w całej rozmowie z „God Child” Shep nie zadaje ani jednego pytania, ot przyjmuje wszystko tak jak bachor tłumaczy – zupełnie nie w stylu Shepard swoją drogą. Więc mając 5k+ WA (warto zachować sporą część drużyny z ME2 do tego by mieć więcej WA), możemy przejąć kontrolę nad kosiarkami (pomijam że chwilę wcześniej wykłócaliśmy się z TIM-em że to kompletny absurd i nie do przyjęcia opcja, tak?) , synteza z nieorganicznymi, no i oczywiście zniszczenie Reaperów razem z całą resztą syntetycznego „życia”, (więc po kiego czorta ja się męczyłam żeby zaprowadzić pokój między Geethami i Quarianami?! Oświeci mnie ktoś?). Czyli zasadniczo zakończenie mamy wyjęte prosto z DeusEx… Po wyborze jednej z opcji dopiero zaczyna się zabawa, kompletny SPACE MAGIC!!! Niezmiernie ciekawi mnie to jakim cudem załoga która jest ze mną na Ziemi, która powinna nie żyć, dosłownie teleportuje się na Normandię?

I w tym momencie dochodzimy do następnego pytania – czemu Joker ucieka z Ziemi? Pilot który przeżył dwie misje samobójcze z Shepard, obiecał wspierać, pilnować itd., itp., nagle znajduje się 5 planet i jedną asteroidę dalej czyli gdzieś w okolicach krawędzi Układu Słonecznego? Nawet z napędem FTL w ciągu 30 min nie da rady by się tam dostać… Brak logiki dobija, przynajmniej mnie. Następnie okazuje się, że Mass Relays szlag trafia, wszystkie, co pozostawia tylko jedno wyjście z sytuacji całej galaktycznej flocie którą zostawiliśmy na orbicie ziemi… Pozabijać się o zdewastowaną Ziemię oraz umrzeć z głodu. Chyba, że desperacko będzie usiłowała się ona przemieścić za pomocą napędu FTL przy prawdopodobnie marnych zapasach było by ciężko – opcja ta nie dotyczy syntezy.

No i oczywiście „Garden Planet” na której ląduje Normandia. Prawdopodobnie zupełnie inna galaktyka (przynajmniej ja mam takie wrażenie), bez możliwości porozumienia się z resztą cywilizacji, załoga dextro (Garrus i Tali) może umrzeć z głodu albo załoga ludzka może paść z tego samego powodu, na co się nie zanosi co widać po epilogu ponapisowym.

I tym sposobem dochodzimy do fantastycznej sceny „oddechu” którą możemy zaobserwować tylko jak wybierzemy teoretycznie opcje renegacką czyli „destruction” (dla niewtajemniczonych to czerwone). Napawa nadzieją? Powoduje następne pytania? Będzie ME4?! Na pewno! Teraz tylko czekać na DLC które w wakacje ma wypuścić BW, ponoć nieodpłatne i ma uzupełnić braki fabularne – ta jasne… Jeśli fani nie zrobiliby takiego burdelu jak zrobili nie dostalibyśmy nic, żadnego wyjaśnienia… Nie twierdzę, że nie chciałabym dostać swojego “happy ending” – bo bym chciała – ale nawet jeśli nie to chciałabym żeby moje decyzje od ME1 miały jakieś znaczenie, dokładnie tak jak zapowiadali developerzy. Co otrzymamy, się okaże, bo na pewno będą dodatkowe DLC. Wiem, że Raphael Sbarge (VA Kaidana), został ponownie zaproszony do studia na sesje nagraniową do ME.

W związku z tym iż zasadniczo skończyłam katować zakończenie pora na… Tak!

Potraktowanie postaci z ME2.

Z jednej strony rozumiem zabieg z tego powodu, że my jako gracze mogliśmy zabić całą załogę oprócz Jokera. Więc zasadniczo BW samo sobie strzeliło w stopę ponieważ nie mogli dać im jakiejś ważnej roli… no bo mogli nie żyć prawda?Ale jakby pewne rzeczy się nie liczyły, np. LI są wg mnie nierozpoznawalne przez samą grę. Na ten przykład romansując z Thanem po jego śmierci jakoś nikt z załogi Normandii nie komentuje tego w żaden sposób. A to równie ważny wątek jak poświęcenie Mordina przy wyleczeniu genophage a to już załoga komentuje, ba! Nawet pocieszają Shep. I z tego co zauważyłam odnośnie potraktowania LI w tej części głównie właśnie fanki Thanea są najgłośniejsze. Oczywiście skryptowana śmierć postaci też mnie jakoś nie cieszy, rozumiem wojna zbiera swoje żniwo ale nie obraziłabym się jakby mi dali wybór taki jak na Virmire.

Dodatkowo jak jesteśmy przy romansach mierzi mnie szczególnie jeden, można mu zapobiec aczkolwiek tam jest. EDI i Joker – para która wzbudziła sporo kontrowersji po wycieku bety w listopadzie zeszłego roku. Ludzie z dolegliwościami takimi jak OI ( Vrolik Syndrome) byli zniesmaczeni, gdyż cała sytuacja miała dla nich jeden wydźwięk – „Jestem chory/a zasługuje tylko na maszynę a nie na żyjącą i czującą osobę”. Niezbyt miłe prawda? A osobą odpowiedzialną za taki rozwój wypadków jest Casey Hudson który zablokował chociażby opcję romansu Jokera z Shepard.

Dodatkowo mogłabym się rozpisać na temat zmarnowania potencjału niektórych postaci, chociażby TIM-a, Jamesa Vegi i kilku jeszcze.

Ale dość narzekania, bo sporo się tego zrobiło…

Gra warta uwagi, jak najbardziej jeśli nie zagłębiamy się za bardzo w świecie ME to całe zakończenie nie powinno stanowić problemu. Do tego MP jest naprawdę wciągający, darmowy (jak się nie gra na x-ie), i szczególnie dobrze się w niego gra z paczką znajomych dodatkowo rozmawiając z nimi.

Szczerze polecam całą trylogie nie tylko Mass Effect 3.

~DevilYoko

| Otagowano , | Dodaj komentarz

Dragon Age II

Właśnie skończyłam po raz 3 Dragon Age 2 (tak tak jak się do czegoś przypnę to maniacze :P).

Gra pod względem graficznym, estetycznym i szybkością walki.. POWALA .. Ale jako typowy RPG ze stajni Bioware… Nie, nie, nie… Mieli takie cudeńko w łapkach jakim był DA:O i zjebawszy to. Wszystkiego jest mniej… Mniej fabuły… Mniej lokacji… Mniej interakcji z drużyna co chyba mnie najbardziej boli. Brakuje tej głębi charakteru postaci z którymi się przechodzi przez grę.  Nie można ‘pogadać’ w lokacji innej niż lokacja członka drużyny i to tylko są dialogi związane z questami. Wątek romantyczny… Ech to nie to co DA:O… Tu mi grę tylko Fenris uratował (bije pokłony temu kto go stworzył). Poza tym jest o połowę krótsza (moje przejście DA:O jakieś 45h – DA2 – 24h). Ja rozumiem że chcieli zaszczepić bakcyla RPG tego typu nowym graczom ale kurde to nie oni czekali na DA2 i nie oni składali preodery, tylko ci którym DA:O zapadła w pamięć i oczekiwali czegoś równie epickiego – EPIC FAIL.

Ach te scenki romantyczne z Alisterem na oczach Morrigan piękne to było :P.

Nie jest tak źle skoro przeszłam tą grę aż 3 razy ale zdecydowanie mogło by być lepiej.

Jeszcze jeden aspekt gry do którego nigdy się nie przyczepie. Muzyka… Ach muzyka w tej grze jest… Jest BOSKA! Nadaje głębi temu co dzieje się na ekranie a głownie właśnie wątkowi romantycznemu z Fenrisem (droool). Zresztą co ja się będę posłuchajćie sami:

Fenris Theme

| Otagowano | Dodaj komentarz

Zmierzch

Zaczynam czytać zmierzch z czystej ciekawości bo film oglądałam i jestem ciekawa odnośnie tego tytułu. Jak skończę zdam  relację. W każdym razie pierwsze wrażenie jest bardzo nieciekawe.

EDIT:

Ok przeczytałam “zmierzch”. O bogowie! Myślałam że nie dotrwam do końca. Faktycznie wciąga ale jeśli się lubi porządną, dobrze napisaną literaturę… To nie czytajcie tego! Język.. Masakra, ja nie wiem czy to tłumaczenie, takie chodziły pogłoski ale jak to mawiają ‘z pustego nie nalejesz’…

I te, te pseudo wampiry co się wiewiórkami żywią i świecą się w słoneczku jak kule dyskotekowe… Co za dużo to nie zdrowo…

Cały czas miałam wrażenie, że tą książkę pisze jakaś nie do końca rozgarnięta nastolatka. I muszę się przyznać, że zdecydowanie wolę filmy. Nie dam niestety rady przeczytać wszystkich części… Bo bym prawdopodobnie oszalała.

Zdecydowanie wolę się nie rozpisywać na temat tej książki ponieważ absolutnie nic oprócz krytyki… Chociaż czekajcie! Ładnie jest wydana. No to by było na tyle…

| Otagowano | Dodaj komentarz

Saga o Ludziach Lodu.

Naprawdę nie umie określić co w tej ‘taśmówce’ książek jest tak fascynującego. Nie umiem! Te 47 tomów (a przeczytałam na razie 38  i jestem w środku czytania 39) jest po prostu uczta dla duszy szczególnie kobiet ale jak zauważyłam dla kilku facetów co było dla mnie miłym akcentem. Historii w żaden sposób nie da się skrócić jest za długa i zbyt zawiła biorąc pod uwagę poszczególne tomy. A całość skrótu dało by się porostu skopiować z pierwszych stronic ostatniego tomiszcza ale po co?

Margit Sandemo pisze bardzo lotnie, piękne opisy (czasami się je omija ja zaś tego nie robię bo mnie one fascynują), przedstawienie bohaterów których jest sporo, dialogi, historie, bla bla bla. Moim zdaniem jeśli ktoś jest zakochany w książkach historyczno-fantastycznych (bo moim zdaniem jej książki pod ten kanon pasują), to powinien tą sagę przeczytać ba i nie tylko! Autorka w jednym tomie czasami zapomina że to jest historia fantasy a w następnym tomie wręcz przytłacza “opowieściami nie z tej ziemi”, przy czym miejsca są jak najbardziej prawdziwe, jak i niektóre nadprzyrodzone zjawiska faktycznie miały miejsce (jeśli to można tak nazwać). Już nie pomne wręcz czasami historii kryminalnych połączonych z nadprzyrodzonymi.

I jeśli się komuś wydaje że to są typowo babskie książki może mieć rację, ale! Już pomijam teksty czysto erotyczne (typowo babske), to mamy do czynienia z gwałtem, wojnami które się rozegrały od 1579 roku przynajmniej w Norwegii, a największe piętno chyba w tym cyklu jeśli o wojny chodzi to wywiera II wojna światowa co widać w tomie “Urwany ślad”, zresztą co się dziwić sama autorka przeżyła.

Same tomy czyta się bardzo szybko (potrafię przeczytać 4 tomiki w ciągu wolnego dnia), kończąc jeden chce się chwycić automatycznie wręcz za następny. Jak się potoczą losy Ludzi Lodu? Jakie niesamowite przygody przeżyją następni potomkowie? W końcu: Jak zdołają powstrzymać Tengela Złego?

Chwilowo zatrzymałam się na tym 39 tomie bo nie miałabym co czytać w pociągu  bo niedługo mnie podróż czeka ale za każdym razem kiedy spoglądam w stronę tej książki, tego tomu to chyba tylko siła woli się powstrzymuje od wzięcia jej w łapki i czytania dalej.

Doskonale wiem że to książki stare ale dopiero jakiś czas temu zaczęłam je wręcz pochłaniać. A w związku z tym, że jestem nimi zaaferowana to tutaj o nich pisze mało zdradzając bo jeśli ktoś nie czytał niech (moim zdaniem) ciężko żałuje :)

| Otagowano , | Dodaj komentarz